Wszyscy wyszliśmy z dojo kierując się do Phila Falafela, żeby coś zjeść. Każdy rozmawiał i śmiał się, lecz ja się zamyśliłam. Może nie potrzebnie tak naskoczyła na Jack'a. Po części miał rację, sama bym mu w końcu przywaliła. Ale ja to ja. Może by się wtedy odwalił, a jak dostało od niego to pewnie nic nie pomoże.
- Idziesz z nami Kim? - usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- Tak, co? - niestety nie wiedziałam o co mnie pytała.
- Pytałam czy idziesz z nami na plażę, dzisiaj. W końcu jest piątek - powtórzyła pytanie.
- A, tak jasne.
- Dobra... Kim idziemy po stroje - powiedziała Mika i pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia - Czemu tak na niego naskoczyłaś?
- Brody jest denerwujący, ale nie musiał od razu się z nim bić. - wyjaśniłam - Proszę tylko mi teraz nie nudź o tym, co słyszałaś.
- Dzisiaj pełnia, znowu będziesz nam nudzić, że nie powinniśmy długo siedzie na dworze, bo róże stwory grasują? - zaśmiała się. Robiłam z siebie kretynkę po to żeby ich chronić. W nocy po mieście grasują niebezpieczne potwory i wampiry takie jak ja, ale w czasie pełni nikt o zdrowym umyśle i świadomości, że istniejemy nie wystawia nawet nosa poza swój własny dom. Wtedy miasto należy tylko do wilkołaków. Najniebezpieczniejszych stworów jakie istnieją na ziemi. Gdy jest w postaci ludzkiej nikt się nie domyśli, co tak naprawdę kryje. Zabić wilkołaka można tylko w czasie zaćmienia, kiedy traci swoje moce. Wiem to od babci ona tez jest wampirem. Od zawsze opowiadała mi o różne bajki związane z wilko-krwistymi, Mówiła, żeby się ich strzec, dopiero po mojej zmianie zrozumiałam skąd to wiedziała i dlaczego ciągle mi o tym mówiła. Najważniejsze co miałam zapamiętać to "Nie ufaj wilkołakom". Założyłam żółty, dwuczęściowy strój kąpielowy bez szelek, jeansowe szorty i luźną bluzkę na ramiączkach. Później poszłyśmy do Miki, żeby ona mogła się przebrać. Od niej ruszyłyśmy od razu na plażę. W tłumie wypatrywałyśmy naszych przyjaciół, aż wreszcie dostrzegłam Jerry'ego. Podeszłyśmy do niego i reszty. Chłopaki ciągle chlapali nas wodą i wrzucali do niej. Najczęściej jednak w wodzie byłam ja i to za sprawą Jack'a. Nałykałam się tyle wody, że mogłoby z niej powstać jezioro i to spore. Na plaży zostaliśmy już tylko my. Z każdą minutą stawało się coraz ciemniej.
- Powinniśmy już wraca do domu - powiedziałam.
- Kim znowu zaczynasz?! - narzekał Jerry.
- Po prostu, nie uważam, że takie siedzenie na plaży w nocy jest bezpieczne.
- Nie przesadzaj, jakby co to ja i Jack tu jesteśmy, zresztą nic się nie stanie.
- Uważam, że Kim ma rację. Powinniśmy już wracać. - poparł mnie Jack stając obok.
- Co wam wszystkim tak dzisiaj odbija? - zdenerwował się Jerry. Księżyc stawał się coraz jaśniejszy.
- Jak chcecie ja idę - powiedział Brewer i skierował się do domu.
- Naprawdę chodźcie już proszę.
- Niech ci będzie, ale następnym razem się nie ugnę. - powiedział Jerry i z resztą skierował się na ulicę. Czułam, że jest blisko i nas obserwuje. Byłam ciekawa jak wygląda taki osobnik w wilczej postaci. Babcia mi ich opisywała, ale co innego zobaczyć to na żywo - Kim idziesz?
- Tak, zaraz. - powiedziałam i rozglądnęłam się dookoła. Za mną stał wielki wilk z ostrymi kłami, i wielkimi szponami. Warczał i gdyby Jarry nie zaczął się drzeć na pół miasta, to może by na mnie nie skoczył. Upadłam na ziemię, a on stał nade mną i patrzył tymi swoimi oczami. Przecież ja znam te oczy. Gorzka czekolada.
- Jack - szepnęłam. Jak na komendę uciekł. Byłam oszołomiona, jak to możliwe, że znamy się od 3 lat, a ja się nie domyśliłam, że on jest wilkołakiem. Nigdy nie było widać. Co najgorsze ja się chyba w nim zakochałam, babcia mnie zje jak się dowie, że on jest wilkołakiem. Babcia też tego nie zauważyła, a nawet go polubiła. Chwaliła, że jest taki zabawny i powinnam się z nim umówić. Wstałam z ziemi i otrzepałam się z piasku. Dołączyłam do przyjaciół i razem wróciliśmy do domów. Po drodze jeszcze przełożyłyśmy z Miką nocowanie, ponieważ obie jesteśmy zmęczone cały dzisiejszym dniem. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Ciągle miałam przed oczami pysk tego wilka. Boje się naszego spotkania, jak nie jutro to w szkole w poniedziałek. W końcu będziemy musieli się spotkać. I co ja mu wtedy powiem, albo co on mi wtedy powie. Z tą myślą dopiero udało mi się zasnąć.
- A, tak jasne.
- Dobra... Kim idziemy po stroje - powiedziała Mika i pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia - Czemu tak na niego naskoczyłaś?
- Brody jest denerwujący, ale nie musiał od razu się z nim bić. - wyjaśniłam - Proszę tylko mi teraz nie nudź o tym, co słyszałaś.
- Dzisiaj pełnia, znowu będziesz nam nudzić, że nie powinniśmy długo siedzie na dworze, bo róże stwory grasują? - zaśmiała się. Robiłam z siebie kretynkę po to żeby ich chronić. W nocy po mieście grasują niebezpieczne potwory i wampiry takie jak ja, ale w czasie pełni nikt o zdrowym umyśle i świadomości, że istniejemy nie wystawia nawet nosa poza swój własny dom. Wtedy miasto należy tylko do wilkołaków. Najniebezpieczniejszych stworów jakie istnieją na ziemi. Gdy jest w postaci ludzkiej nikt się nie domyśli, co tak naprawdę kryje. Zabić wilkołaka można tylko w czasie zaćmienia, kiedy traci swoje moce. Wiem to od babci ona tez jest wampirem. Od zawsze opowiadała mi o różne bajki związane z wilko-krwistymi, Mówiła, żeby się ich strzec, dopiero po mojej zmianie zrozumiałam skąd to wiedziała i dlaczego ciągle mi o tym mówiła. Najważniejsze co miałam zapamiętać to "Nie ufaj wilkołakom". Założyłam żółty, dwuczęściowy strój kąpielowy bez szelek, jeansowe szorty i luźną bluzkę na ramiączkach. Później poszłyśmy do Miki, żeby ona mogła się przebrać. Od niej ruszyłyśmy od razu na plażę. W tłumie wypatrywałyśmy naszych przyjaciół, aż wreszcie dostrzegłam Jerry'ego. Podeszłyśmy do niego i reszty. Chłopaki ciągle chlapali nas wodą i wrzucali do niej. Najczęściej jednak w wodzie byłam ja i to za sprawą Jack'a. Nałykałam się tyle wody, że mogłoby z niej powstać jezioro i to spore. Na plaży zostaliśmy już tylko my. Z każdą minutą stawało się coraz ciemniej.
- Powinniśmy już wraca do domu - powiedziałam.
- Kim znowu zaczynasz?! - narzekał Jerry.
- Po prostu, nie uważam, że takie siedzenie na plaży w nocy jest bezpieczne.
- Nie przesadzaj, jakby co to ja i Jack tu jesteśmy, zresztą nic się nie stanie.
- Uważam, że Kim ma rację. Powinniśmy już wracać. - poparł mnie Jack stając obok.
- Co wam wszystkim tak dzisiaj odbija? - zdenerwował się Jerry. Księżyc stawał się coraz jaśniejszy.
- Jak chcecie ja idę - powiedział Brewer i skierował się do domu.
- Naprawdę chodźcie już proszę.
- Niech ci będzie, ale następnym razem się nie ugnę. - powiedział Jerry i z resztą skierował się na ulicę. Czułam, że jest blisko i nas obserwuje. Byłam ciekawa jak wygląda taki osobnik w wilczej postaci. Babcia mi ich opisywała, ale co innego zobaczyć to na żywo - Kim idziesz?
- Tak, zaraz. - powiedziałam i rozglądnęłam się dookoła. Za mną stał wielki wilk z ostrymi kłami, i wielkimi szponami. Warczał i gdyby Jarry nie zaczął się drzeć na pół miasta, to może by na mnie nie skoczył. Upadłam na ziemię, a on stał nade mną i patrzył tymi swoimi oczami. Przecież ja znam te oczy. Gorzka czekolada.
- Jack - szepnęłam. Jak na komendę uciekł. Byłam oszołomiona, jak to możliwe, że znamy się od 3 lat, a ja się nie domyśliłam, że on jest wilkołakiem. Nigdy nie było widać. Co najgorsze ja się chyba w nim zakochałam, babcia mnie zje jak się dowie, że on jest wilkołakiem. Babcia też tego nie zauważyła, a nawet go polubiła. Chwaliła, że jest taki zabawny i powinnam się z nim umówić. Wstałam z ziemi i otrzepałam się z piasku. Dołączyłam do przyjaciół i razem wróciliśmy do domów. Po drodze jeszcze przełożyłyśmy z Miką nocowanie, ponieważ obie jesteśmy zmęczone cały dzisiejszym dniem. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Ciągle miałam przed oczami pysk tego wilka. Boje się naszego spotkania, jak nie jutro to w szkole w poniedziałek. W końcu będziemy musieli się spotkać. I co ja mu wtedy powiem, albo co on mi wtedy powie. Z tą myślą dopiero udało mi się zasnąć.
***
Obudziłam się koło 9:00. Zjadłam śniadanie przygotowane przez mamę, która wczoraj późno wróciła z pracy. Po posiłku udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic, po którym się do końca obudziłam. Zwinęłam włosy w śnieżnobiały ręcznik i zrobiłam codzienny lekki makijaż. Założyłam letnie ubrania, ponieważ był bardzo gorący dzień, słońce nie dawało za wygraną. Wysuszyłam włosy i związałam je w luźnego koka. Na koniec spryskałam się perfumami.
- Idę do babci! - krzyknęłam zanim wyszłam. Szybko dotarłam do niedużego lecz ładnego domku i weszłam do środka. Babcia siedziała w ogrodzie na krześle pod parasolem i czytała poranną gazetę popijając zieloną herbatą.
- Witaj Kim. - przywitała się przyjemnym głosem.
- Hej. Muszę ci coś powiedzieć - powiedziałam siadając na krześle obok niej.
- Słucham, co się stało? - powiedziała odkładając gazetę i filiżankę na stolik.
- Zakochałam się w Jack'u.
- To świetnie. Czym ty się tak przejmujesz? - ucieszyła się, niestety zmieni zdanie jak tylko się dowie kim tak naprawdę on jest.
- To wilkołak...
Ta dam! Skończone.
Co będzie jak Jack i Kim się spotkają?
Macie jakieś pomysły, bo ja mam :D
Do następnego;)