sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 2

 Wszyscy wyszliśmy z dojo kierując się do Phila Falafela, żeby coś zjeść. Każdy rozmawiał i śmiał się, lecz ja się zamyśliłam. Może nie potrzebnie tak naskoczyła na Jack'a. Po części miał rację, sama bym mu w końcu przywaliła. Ale ja to ja. Może by się wtedy odwalił, a jak dostało od niego to pewnie nic nie pomoże. 
- Idziesz z nami Kim? - usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- Tak, co? - niestety nie wiedziałam o co mnie pytała.
- Pytałam czy idziesz z nami na plażę, dzisiaj. W końcu jest piątek - powtórzyła pytanie.
- A, tak jasne.
- Dobra... Kim idziemy po stroje - powiedziała Mika i pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia - Czemu tak na niego naskoczyłaś?
- Brody jest denerwujący, ale nie musiał od razu się z nim bić. - wyjaśniłam - Proszę tylko mi teraz nie nudź o tym, co słyszałaś.
- Dzisiaj pełnia, znowu będziesz nam nudzić, że nie powinniśmy długo siedzie na dworze, bo róże stwory grasują? - zaśmiała się. Robiłam z siebie kretynkę po to żeby ich chronić. W nocy po mieście grasują niebezpieczne potwory i wampiry takie jak ja, ale w czasie pełni nikt o zdrowym umyśle i świadomości, że istniejemy nie wystawia nawet nosa poza swój własny dom. Wtedy miasto należy tylko do wilkołaków. Najniebezpieczniejszych stworów jakie istnieją na ziemi. Gdy jest w postaci ludzkiej nikt się nie domyśli, co tak naprawdę kryje. Zabić wilkołaka można tylko w czasie zaćmienia, kiedy traci swoje moce. Wiem to od babci ona tez jest wampirem. Od zawsze opowiadała mi o różne bajki związane z wilko-krwistymi, Mówiła, żeby się ich strzec, dopiero po mojej zmianie zrozumiałam skąd to wiedziała i dlaczego ciągle mi o tym mówiła. Najważniejsze co miałam zapamiętać to "Nie ufaj wilkołakom". Założyłam żółty, dwuczęściowy strój kąpielowy bez szelek, jeansowe szorty i luźną bluzkę na ramiączkach. Później poszłyśmy do Miki, żeby ona mogła się przebrać. Od niej ruszyłyśmy od razu na plażę. W tłumie wypatrywałyśmy naszych przyjaciół, aż wreszcie dostrzegłam Jerry'ego. Podeszłyśmy do niego i reszty. Chłopaki ciągle chlapali nas wodą i wrzucali do niej. Najczęściej jednak w wodzie byłam ja i to za sprawą Jack'a. Nałykałam się tyle wody, że mogłoby z niej powstać jezioro i to spore. Na plaży zostaliśmy już tylko my. Z każdą minutą stawało się coraz ciemniej.
- Powinniśmy już wraca do domu - powiedziałam.
- Kim znowu zaczynasz?! - narzekał Jerry.
- Po prostu, nie uważam, że takie siedzenie na plaży w nocy jest bezpieczne.
- Nie przesadzaj, jakby co to ja i Jack tu jesteśmy, zresztą nic się nie stanie.
- Uważam, że Kim ma rację. Powinniśmy już wracać. - poparł mnie Jack stając obok.
- Co wam wszystkim tak dzisiaj odbija? - zdenerwował się Jerry. Księżyc stawał się coraz jaśniejszy.
- Jak chcecie ja idę - powiedział Brewer i skierował się do domu.
- Naprawdę chodźcie już proszę.
- Niech ci będzie, ale następnym razem się nie ugnę. - powiedział Jerry i z resztą skierował się na ulicę. Czułam, że jest blisko i nas obserwuje. Byłam ciekawa jak wygląda taki osobnik w wilczej postaci. Babcia mi ich opisywała, ale co innego zobaczyć to na żywo - Kim idziesz?
- Tak, zaraz. - powiedziałam i rozglądnęłam się dookoła. Za mną stał wielki wilk z ostrymi kłami, i wielkimi szponami. Warczał i gdyby Jarry nie zaczął się drzeć na pół miasta, to może by na mnie nie skoczył. Upadłam na ziemię, a on stał nade mną i patrzył tymi swoimi oczami. Przecież ja znam te oczy. Gorzka czekolada.
- Jack - szepnęłam. Jak na komendę uciekł. Byłam oszołomiona, jak to możliwe, że znamy się od 3 lat, a ja się nie domyśliłam, że on jest wilkołakiem. Nigdy nie było widać. Co najgorsze ja się chyba w nim zakochałam, babcia mnie zje jak się dowie, że on jest wilkołakiem. Babcia też tego nie zauważyła, a nawet go polubiła. Chwaliła, że jest taki zabawny i powinnam się z nim umówić. Wstałam z ziemi i otrzepałam się z piasku. Dołączyłam do przyjaciół i razem wróciliśmy do domów. Po drodze jeszcze przełożyłyśmy z Miką nocowanie, ponieważ obie jesteśmy zmęczone cały dzisiejszym dniem. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Ciągle miałam przed oczami pysk tego wilka. Boje się naszego spotkania, jak nie jutro to w szkole w poniedziałek. W końcu będziemy musieli się spotkać. I co ja mu wtedy powiem, albo co on mi wtedy powie. Z tą myślą dopiero udało mi się zasnąć.
***
 Obudziłam się koło 9:00. Zjadłam śniadanie przygotowane przez mamę, która wczoraj późno wróciła z pracy. Po posiłku udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic, po którym się do końca obudziłam. Zwinęłam włosy w śnieżnobiały ręcznik i zrobiłam codzienny lekki makijaż. Założyłam letnie ubrania, ponieważ był bardzo gorący dzień, słońce nie dawało za wygraną. Wysuszyłam włosy i związałam je w luźnego koka. Na koniec spryskałam się perfumami. 
- Idę do babci! - krzyknęłam zanim wyszłam. Szybko dotarłam do niedużego lecz ładnego domku i weszłam do środka. Babcia siedziała w ogrodzie na krześle pod parasolem i czytała poranną gazetę popijając zieloną herbatą.
- Witaj Kim. - przywitała się przyjemnym głosem.
- Hej. Muszę ci coś powiedzieć - powiedziałam siadając na krześle obok niej.
- Słucham, co się stało? - powiedziała odkładając gazetę i filiżankę na stolik.
- Zakochałam się w Jack'u.
- To świetnie. Czym ty się tak przejmujesz? - ucieszyła się, niestety zmieni zdanie jak tylko się dowie kim tak naprawdę on jest.
- To wilkołak...
                                                                

Ta dam! Skończone.
Co będzie jak Jack i Kim się spotkają?
Macie jakieś pomysły, bo  ja mam :D
Do następnego;)

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 1

 Nie chce mi się, ale muszę, nie, nie idę, jednak idę. Dobra postanowione idę. Wstałam z łóżka i powolnym, krokiem ruszyłam do łazienki. Przemyłam twarz, po czym jak zawsze pomalowałam rzęsy i usta. Zrobiłam sobie luźnego warkocza na bok i założyłam ten zestaw. Zrobiłam sobie kanapki z nutellą i je zjadłam. Wzięłam torbę z książkami i wyszłam z domu zamykając go na klucz. Miałam wielką nadzieję, że nie spóźnię się na autobus, nie chce mi się biegnąć. Dobra nadludzka szybkość mi nie pomoże. nie chcę jej używać, nie chcę być tym kim jestem. Tak, udało się, zdążyłam. Wsiadłam do autobusu i zajęłam moje stałe miejsce, czyli na samym końcu przy oknie obok Jack'a.
- Hej Kim. Już myślałem, że nie przyjdziesz. - zaczął Jerry.
- Zaspałam trochę, ale zdążyłam. - powiedziałam.
- Masz zadanie z chemii? - zapytał Jack.
- To z chemii było zadanie?
- Wypisać jakieś substancje... coś tam, coś tam - wyjaśnił.
- Ooo... Trudno. - nie bardzo się tym przejęłam, chemia jest trudna, ale nauczyciel... jakby o... ciapowaty.(przeciwieństwo do Rogera co nie Wikanda) Resztę podróży przegadaliśmy. Tak jak zresztą w szkole. Ostatnio bardzo dobrze mi się z nim rozmawia. Jesteśmy przyjaciółmi od 3 lat, ale teraz poczułam, że naprawdę się znamy. Rozmawialiśmy na każdej przerwie jak i zresztą lekcji. Na koniec jeszcze odprowadził mnie pod sam dom. Zastanawia mnie skąd u niego taka nagła zmiana. Zazwyczaj po szkole miał randkę z jakąś dziewczyną. 
- Do zobaczenia. - pożegnałam się.
- Pa - powiedział i odszedł machając mi. Weszłam do środka jak zawsze pustego domu. Poszłam do swojego pokoju i zaczęłam odrabiać lekcje. Już kończyłam kiedy zadzwonił mój telefon. To była Mika.
M: Hej Kim, musimy się szybko spotkać. Jak ci powiem co usłyszałam to padniesz.
K: Jasne, ale kiedy i gdzie?
M: Za 5 minut u ciebie będę.
K: Okay, to do zobaczenia.
M:Pa
Pożegnała się i rozłączyła. Wróciłam do lekcji. Akurat skończyłam jak usłyszałam dzwonek do drzwi, który nie ustawał aż wreszcie je otworzyłam. Do domu wparowała uśmiechnięta od ucha do ucha Mika, która pociągnęła mnie za rękę na kanapę w salonie i zaczęła
- Słuchaj, to było tak... Szłam sobie własnie do wujka Phila, gdy zobaczyłam, że Jerry jest w dojo. Postanowiłam najpierw pójść i się z nim przywitać, bo jakoś cały dzień go nie widziałam. On jednak nie był tam sam. Rozmawiał z Jack'iem, nie miałam zamiaru ich podsłuchiwać, ale usłyszałam twoje imię, więc schowałam się za ścianą i słuchałam co o tobie mówią. Zgadnij komu się podobasz... Jack'owi Brewer'owi - powiedziała, była chyba bardziej szczęśliwa niż ja - No weź Kim, jak  możesz się nie cieszyć. Zacytuję ci jego ostatnie słowa "Ona jest, dla mnie naprawdę ważna. Zakochałem się Jerry, tym razem na poważnie."
- Ja... - zaczęłam, ale mi przerwała, ona zdecydowanie za dużo mówi.
- Nie żadne "ja" tylko idź do niego i powiedz mu, że ty też do niego coś czujesz! - spojrzałam na nią dziwnie. Dobra, może on mi się trochę podoba, ale to mój przyjaciel i nie chcę tego zniszczyć.
- Ach tak? Dobrze, pójdę do niego i co mu powiem? Hej Jack, słuchaj, mi też się podobasz, a wiem, że ja tobie też, bo Mika podsłuchała twoją rozmowę z Jerry'm.
- Masz rację to nie brzmi za fajnie. Ale nie możecie dłużej oszukiwać samych siebie, słyszałam on się na prawdę zakochał. Nigdy nie zdarzyło się, żeby o którejś mówił tak jak o tobie, a jakby było z tobą tak jak z innymi, już dawno by się z tobą umówił, bez wahania. Dziewczyno on chciał się poradzić Jerry'ego, mocna desperacja. Naprawdę nie wie co ma robić.
- Mika, może kiedyś uda nam się wyznać uczucia, ale na pewno nie teraz. Skończmy ten temat, zostajesz u mnie na noc? - zapytałam.
- Nie wiem będę musiała się jeszcze zapytać mamy, ale pewnie się zgodzi.
- Super to ty idź zadzwoń, a ja przygotuję, rzeczy do dojo. - powiedziałam i zostawiłam ją samą. Pobiegłam na górę i spakowałam do torby kimono i pas. Wróciłam na dół i razem z przyjaciółką ruszyłyśmy do centrum. W dojo byli już wszyscy oprócz Rudy'ego. Weszłyśmy do środka i po przywitaniu się z chłopakami poszłyśmy się przebrać do szatni. Jak wyszłyśmy Rudy już był na miejscu więc zaczęliśmy trening. Najpierw sensei pokazał nam jakieś chwyty i jak ich unikać, a później miały być sparingi. Ja walczyłam z Jerry'm, a Mika z Miltonem. Pierwsza była ich walka. Mika z łatwością powaliła Krupnicka. Teraz przyszła kolej na mnie i Martineza. Po kilku sekundach upadł na matę. Następna walka odbyła się między mną i Miką, a zwyciężczyni miała walczyć z niepokonanym Jack'iem. Walka z Miką była dłuższa niż z Jerry'm, ale i tak wygrałam, więc teraz muszę walczyć z mistrzem. Już mieliśmy zacząć sparing, ale do dojo wszedł ktoś, kto denerwuje mnie jak nikt inny. Mowa o Brody'm.
- Co ty tu robisz, nie powinieneś być z czarnymi smokami? - powiedziałam.
- Trening za godzinę, więc postanowiłem cię odwiedzić, kwiatuszku. - uśmiechnął się. Miałam mu już coś powiedzieć, ale Brewer mnie wyprzedził.
- Ile jeszcze razy będziesz ją tak nazywał? Nie rozumiesz, że nie jest tobą zainteresowana. Jeśli nie to ja z tobą w końcu pogadam.
- Nie z tobą rozmawiam BREWER. - podkreślił ostatnie słowo, co było błędem. Jack nie cierpi jak się do niego mówi po nazwisku, jeszcze bardziej niż ja jak mówią mi Kimberly. Zły wymierzył cios prosto w nos Johnsona.
- Jack! - krzyknęłam i odciągnęłam go od Brody'ego - Odbiło ci! Nie musisz od razu przechodzić do rękoczynów! - krzyknęłam. Niechciany gość trzymając się za bolącą część twarzy.
- Ja tylko tak zamaszyście gestykulowałem. - powiedział jeszcze zły.
- Tak, i wy gestykulowałeś my prosto w nos!
- Jego problem, że jest taki denerwujący, a prędzej czy później ty też byś mu przyłożyła. Nic mu przecież nie będzie - bronił się. Nie czekając na niczyją reakcję poszedł do szatni się przebrać. Zaraz po nim reszta też tak zrobiła.


Skończony pierwszy rozdział.
Mi się w ogóle nie podoba, ale jakoś trzeba zacząć. 
W domu jest ciepło każdy mówi, że gorąco, a ja się trzęsę.
Czy to nie powinno być niepokojące?
Właściwie to powinnam już spać, ale powiedziałam sobie, ze najpierw skończę ten pierwszy nieszczęsny rozdział. 
Sorry, że nie było prologu, ale jakoś nie wiedziałam co w nim napisać.
To co najważniejsze i co powinniście wiedzieć, to Kim jest wampirem.
Do następnego i zostawcie po sobie pamiątkę :*